Prasa o edycji
„ (...)Spektakl Kolady od początku zbił widzów z tropu. Niby było groteskowo, od piosenek na kozacką nutę na sercu robiło się błogo, ale co raz do głosu dochodziły silne, ludzkie wzruszenia. Nikołaj Kolada zrobił spektakl o tym, że życie jest bardzo krótkie, mozolnie budowany świat sukcesu w każdej chwili może się rozpaść. I nawet największy twardziel musi zmierzyć się z cierpieniem, śmiercią najbliższej osoby czy chorobą, która potrafi spaść znienacka i pokrzyżować najśmielsze plany.
Dramat Czechowa stał się punktem wyjścia do celnej diagnozy współczesności. W finale spektaklu aktorzy jak mantrę powtarzają słowa, że człowiek musi być dobry. Kolada zrobił spektakl o ludziach przegranych. Ale nie do końca. Nawet jeśli dosięgnie ich zło, spotka ból nie do wytrzymania czy bolesna śmierć najbliższych i wydaje im się, że sięgnęli dna, to pod tym dnem prześwituje grunt, z którego można się odbić, przeżyć dramat i zacząć od nowa.„
Waldemar Sulisz,Nikołaj Kolada - Wiśniowy sad, Dziennik Wschodni, 22 październik 2010
„(...)Zobaczyliśmy skromny spektakl, pozbawiony tego, z czego przez lata słynął Teatr Ósmego Dnia. Na scenie nie ma jeżdżących machin, cielesnych akrobacji i zbędnej metafizyki. Zamiast tego aktorzy ubrani w eleganckie garnitury czytają z kartki surowe życiorysy przeciętnych Polaków. (...)
Na portrety zwykłych ludzi Teatr Ósmego Dnia nałożył debaty polityczne, cyrki z ekshumacjami, rekonstrukcje bitew. Czyli polskie absurdy, podniesione do kwadratu. Aktorzy tańczą chocholi taniec w rytmie czaczy, na Allegro kupują wehrmachtowski pojemnik na prezerwatywy i zakładają muzea pamięci.
"Ósemki” zderzają politycznych paranoików z "pszczelarzami”. Zwykłymi ludźmi, pracowitymi jak pszczoły. Pytają, czy jest lekarstwo na polską paranoję? I odpowiadają, że jest. W sercach przeciętych Polaków, którzy żyją na drugim a może czwartym planie. Zapomnieli o nich politycy. Co gorsze, zapomnieli o nich dziennikarze, zapatrzeni w polityczny cyrk. Jednych i drugich Polacy mają gdzieś.”
Waldemar Sulisz, Konfrontacje Teatrlane: Paranoicy i pszczelarze, Dziennik Wschodni, 22 październik 2010
„To, że dwa piątkowe spektakle "Naszej klasy" Tadeusza Słobodzianka będą niejako punktem kulminacyjnym tegorocznych Konfrontacji Teatralnych można było właściwie zakładać z góry. Już samo "surowe" czytanie dramatu na festiwalu przed dwoma laty było wydarzeniem znaczącym.
Potem dotarły do nas świetne recenzje po światowej prapremierze w londyńskim National Theatre, następnie była niedawna premiera polska i wreszcie nagroda Nike, najważniejsza w polskim życiu literackim. Dodajmy - w pełni zasłużona. Ale w trakcie spektaklu wszystko to odchodzi na daleki plan, niemal przestaje mieć znaczenie, tak jak tracą na znaczeniu wszystkie słowa poza tymi, które padają ze sceny. (…)
I już na sam koniec może jeszcze dosłownie trzy zdania. Są takie spektakle, po obejrzeniu których nic już nie jest takie, jak dawniej. "Nasza klasa" jest właśnie takim spektaklem. Każdy powinien go zobaczyć."
Andrzej Z.Kowalczyk, Konfrontacje Teatralne: Dobre, godne zakończenie, Kurier Lubelski 23.10.2010
„Jubileuszowy festiwal Konfrontacje Teatralne pokazał spektakle opowiadające o dwóch bardzo dla nas ważnych kwestiach: jaka jest dzisiejsza Rosja i jak widzi współczesny świat, oraz co my sami możemy zrobić z nękającą Polaków pamięcią holokaustu.
Najpierw wypada wyrazić nadzieję, że Konfrontacje będą już stale festiwalem, którego misja konfrontowania dotyczyć będzie również teatru lubelskiego, skoro Lublin uważa się za ważny w kraju w tej dziedzinie ośrodek, a niektórzy nawet w ogóle w teatrze widzą siłę napędową lubelskiej kultury. Zebranie spektakli w jeden cykl ma walory, jakich nie daje ich odrębne oglądanie w różnym czasie, a ponadto pozwala zweryfikować wcześniejsze sądy.(...)
Pokazano dziewięć spektakli formacji lubelskich, zrealizowanych przede wszystkim przez twórców, których jeszcze zaledwie kilka lat temu w Lublinie nie było, a którzy już nadali lubelskiemu teatrowi nowe, własne oblicze. Następuje pokoleniowa zmiana warty i stylistyczne przewartościowanie post-offowego teatru w Lublinie. Wprawdzie część starych awangardzistów kontynuuje z różnym powodzeniem pracę lub szuka nowej formuły, ale już nie oni decydują o kierunku przemian i estetyce tego teatru.
Ta zmiana została poprzez zakończone w sobotę 15. Konfrontacje zaakceptowana. Z perspektywy zarządzania kulturą w procesie tym dwa nazwiska trzeba uważać za ważne: Włodzimierza Wysockiego, prezydenta do spraw kultury, który podjął się inkorporacji w środowisko teatrów Centrum Kultury nowych reżyserów, oraz Janusza Opryńskiego, dyrektora Konfrontacji i szefa programowego CK, który zdecydował się przystać na te zmiany. Fakt ewolucji i przemian post-offowych teatrów już sam w sobie jest w tym przypadku dobrym prognostykiem na przyszłość, zawiera w sobie również potencję reformy funkcjonowania instytucji kultury.(...)
Tak mocno podkreślany przez dyrektora Janusza Opryńskiego kierunek wschodni lubelskich Konfrontacji daje jakiś obraz dramaturgii rosyjskiej dopiero w zestawieniu kolejnych edycji festiwalu. Rosja jest potęgą, i dlatego to lubelskie zaglądanie na wschód, przynosi dobre efekty wszystkim miłośnikom Melpomeny, skłania do porównań oraz analiz.
Przypomnijmy, że przed rokiem oglądaliśmy imponujący dwuczęściowy spektakl, objawienie rosyjskiego teatru - "Gogol. Wieczory" według Mikołaja Gogola w reżyserii Władimira Pankova z SounDrama Studio w Moskwie (założone w 2005 r.). Pankov jest znawcą folkloru i dawnych instrumentów, uczestniczył w wyprawach etnograficznych. Dąży do syntezy teatralnej tradycji i nowoczesności, do jedności teatru, muzyki i tańca.
W tym roku zobaczyliśmy przeciwny biegun współczesnej dramaturgii rosyjskiej - Teatr Nikołaja Kolady z Jekaterynburga, który teatr klasyczny i tradycję ma za materię zupełnie spleśniałą, kpi z nich na całego. To reżyser hippis i radykalny buntownik o przeszłości pełnej trudnych przejść. Kolada wprowadza do teatru rosyjskiego obecną codzienność prowincji, marginesu społecznego, losy zwykłych ludzi uwikłanych w marzenia zmieniające się w tragedie. O jego sztukach mówi się "czernucha", są brutalne i nie pozostawiają nadziei. Myśląc o scenografii Kolada penetruje pchle targi i bazary, poddaje również recyklingowi scenografię teatrów dramatycznych. Jego Hamlet nosi na szyi suszoną rybę, krajanie duńskiego księcia próbują spółkować z tandetnymi kopiami obrazu Mona Lisy a wodę piją z puszek po karmie dla psów, zaś bohaterowie "Wiśniowego sadu" chodzą w walonkach brodząc w stertach jednorazowych kubków, stukają się jajkami na twardo w czoła i popijają je wódką. Taka poetyka teatru zrodziła się w najbogatszym mieście Uralu, w maleńkim teatrze, którego scena ma 6 na 6 metrów, zaś na widowni zmieści się co najwyżej 60 widzów - ale bilety są już wykupione na tygodnie do przodu.
Pozorna anarchia na scenie, estetyka kiczu i bazaru, teatr przepełniony setkami przedmiotów i przez dominację ruchu wykorzystujący każdy kawałek przestrzeni, aktorzy noszący na głowach nie tylko kapelusze, czapki i tiubietiejki, również kolorowe peruki, gacie, poduszki, paski, psie kolczatki, rogi, lejki i przykrywki od samowarów! Siła działania tego teatru, umiejętność wydobycia dramatu, potencja krytyki rzeczywistości okazuje się ogromna. Tak jak SounDrama Studio przed rokiem, tak teraz Kolada pokazał rodzaj teatru totalnego."
Grzegorz Józefczuk, Konfrontacje Teatralne. Lublin, Rosja i Holokaust, Gazeta Wyborcza Lublin, 24.10.2011

